środa, 27 marca 2013

15. Miłość za rogiem


A to drań przebrzydły.

- Zobaczą nas! – powiedziałem, gdy odepchnąłem Oskara od siebie. Nie wiedziałem co właśnie roiło mu się w głowie.

- Nikt nami się nie interesuje – odparł mężczyzna z powrotem napierając na mnie ciałem. Zszedł niżej pocałunkami, na szyję, gdzie – no rzesz jasna cholera – miałem chyba z milion wrażliwych miejsc. Wystarczy, że ten dupek przeklęty muśnie ustami choć skrawek, ja już piszczę i kwiczę jak zarzynana świnia, podczas gdy moje nogi przestają być mi podporą i zamieniają się w galaretę.

W pewnym momencie Oskar przyłożył dłoń do mych ust i rozkazał:

- Liż.

Byłem na tyle podniecony, że nie obchodziło mnie to co on mówił. I tak bym spełnił każde jego życzenie tylko po to, aby nie przestał właśnie kąsać mego jabłka Adama czy ocierać się biodrami o moje własne. Ponadto drugą ręką trzymał mnie mocno za tyłek i co chwilę ściskał.

Położyłem dłonie na jego ramionach i posłusznie lizałem to co mi do lizania dał, i poddawałem się wszystkiemu. Dalej nie rozumiałem co w niego wstąpiło, ale dopóki…

- Mmm!

No właśnie. Dopóki robił to co robił, nie potrafiłem mu się przeciwstawić.

Czułem jak majtki robią się równie wilgotne ta jak jego dłoń, która tłumiła częściowo jęki.

Zadrżałem czując, jak moje ciało przewodzi prąd czy inne cholerstwo, przez które chyba padnę na zawał. Cholernie podoba mi się to, że ma on nade mną taką władzę. Że to on dyktuje warunki, a ja koniec końców i tak się poddaję. Chyba do końca przeszedłem na ciemną stronę mocy.

- O cholera! – stęknąłem czując, jak Oskar nie kwapiąc się o delikatność, wsuwa za pasek moich spodni dłoń, którą wcześniej dokładnie lizałem, i mocno ściska twardego jak skała penisa. Rzesz w mordę, żadna dzierlatka nie doprowadziła mnie do takiego stanu jak ten neandertalczyk.

Znów mnie pocałował poruszając ręką gwałtownie. Sięgnąłem po jego rozporek, ale wolną ręką odsunął moją nie pozwalając się nawet tknąć. Ale ja musiałem! Zaraz mi ręka odpadnie, jeżeli nie poczuję jego gładkiego, gorącego penisa!

- Daj! – jęknąłem, znów sięgając do jego krocza.

- Ty krnąbrny gówniarzu – charknął odsuwając się ode mnie tylko po to, aby w gwałtownie odwrócić przodem do auta, o które się opierałem, i zaraz przycisnąć się ciałem, jakby chciał abym stopił się z blachą.

Oddychałem ciężko nie protestując, gdy moje gatki wylądowały przy kostkach, oraz, gdy rozchylił me pośladki tylko po to, abym poczuł tam jego penisa.

- Co robisz?!

Seks homoseksualistów nie był mi nieznany. Mając za brata Hektora nie można nie wiedzieć podstaw. Jednakże mimo wiedzy, czułem, że nie jestem na to gotowy. Ani psychicznie, ani tym bardziej fizycznie.

- Zostaw mnie! – krzyknąłem starając się mu wyrwać. Niestety, bęcwał był ode mnie silniejszy.

- Przymknij się – warknął, trzymając jedną ręką moje dwie, a drugą grzebał przy tyłku.

Próbowałem wypchnąć go biodrami, ale zaparła się gadzina jedna, i nie dałem rady. Za to oddychałem, jakbym był chory na astmę. Super. Normalnie rewelacja. Niby młody człowiek, wszystko przede mną, a nie potrafię poradzić sobie z napalonym facetem, którego ogarnął szał. Gdzie są mięśnie, gdy ich potrzebuję?!

Co najśmieszniejsze, to penis mi nie opadł. Ba, był przyciśnięty jak ogórki w słoiku, ale to wszystko, co Oskar robił, strasznie mu się podobało! Kurna. Ale ze mnie zboczeniec.

Zadrżałem czując, jak śliska główka penisa ociera się o kość ogonową, zaraz odbyt, aż dochodzi do jąder, które – już i tak malutkie – z tego wszystkiego stały się mikroskopijne.

Odchyliłem głowę w bok nadstawiając szyję do pocałunków, ugryzień, potencjalnych malinek. Jęczałem przy tym jak nienormalny chcąc… a nie! Pragnąc więcej! Pragnąłem, aby znów ścisnął pośladki, aby gryzł skórę na karku zostawiając widoczne znaki, aby jego gorący sprzęt nie przestał trącać mych jąder.

Gdyby mnie puścił, upadłbym.

Syknąłem, gdy boleśnie, do samego końca, odgarnął pośladki przyciskając się do nich biodrami, przez co był nade mną nachylony jak drapieżnik.

- Pocałuj mnie – poprosiłem, odchylając głowę do tyłu i kładąc ją na jego ramieniu.
Oskar zrobił to, co chciałem całując mocno i gwałtownie. Myślałem w pewnym momencie, że wyrwie mi język, gdy zassał się na nim.

Byłem na skraju orgazmu. Nigdy tego nie zapomnę.

Jęknąłem niezadowolony, gdy przestał kaleczyć me usta, skupiając się na tym, co było niżej.

Przytrzymał nasadę penisa tylko po to, aby zaraz pchnąć. Poczułem, jak mokra główka ociera się o uda, trafia na jądra, aż wreszcie cały członek jest między nogami.

- O cholera! – Oparłem czoło o dach auta nie mogąc uwierzyć temu wszystkiemu. Z jednej strony był zawód, że to jeszcze nie to, ale z drugiej te pchnięcia między udami było mega stymulujące. I gdyby nie to, że czułem się jak sardynka w puszce, bym z chęcią odpowiedział na mężczyzny ruchy, czy chociaż go dotknął. Teraz zostało mi poddanie się jego biodrom, które w szaleńczym tempie się poruszały.

Ciężko posypywał grzejąc oddechem mój kark. Trzeba zapamiętać, że po alkoholu robi się z niego straszny zwierzak.

- Och, mmm – mruknąłem, przylegając do chłodnego auta.

Jak to możliwe, że byłem tak blisko orgazmu, choć ani ja, ani Oskar nie dotknęliśmy mojego krocza? Czy jego penis ma jakieś nadprzyrodzone właściwości, że wystarczy, że delikatnie mnie muśnie, a ja już podkładam się usłużnie jak wywłoka w burdelu?

- Ściśnij mocniej uda – rozkazał Oskar.

Nie zdążyłem nawet zrozumieć co on do mnie mówi, gdy poczułem wilgoć między nogami. Odchyliłem głowę do przodu, podczas, gdy mężczyzna położył swoje ciężkie cielsko na moim i oddychał już spokojniej.

Byłem na skraju orgazmu. Ciężar Oskara plus jego gorący oddech plus jego ręka, która zawędrowała do mojego twardego i już nie opuszczonego penisa, sprawiło, że raz dwa byłem w ósmym niebie. Nawet nie musiał ruszać. Wystarczyło, że mocniej ścisnął.

To było dobre. Cholernie dobre. Tak dobre, że niech nadejdzie Armagedon, z nieba zaczną spadać meteoryty, świat ogarnie panika i ludobójstwo, a ja i tak będę miał to gdzieś.

Mój obecny wrzód na tyłku westchnął głęboko i odsunął się. Gdy i ja doszedłem do siebie zauważyłem, iż mam piekielnie obolały język i ciężko mi nim poruszać.

Odwróciłem się przodem do mężczyzny tylko po to, aby spoconym tyłkiem oprzeć się o zimne auto. Ów mężczyzna krzywiąc się nakładał spodnie mamrocząc coś pod nosem.

Uśmiechnąłem się sam do siebie dochodząc do wniosku, że takie pikantne igraszki potrafią zdziałać cuda. Bo czy byłem zły, z ust wydobywał się jad i miotało mną jakby szatan się we mnie zadomowił? Ależ skąd. A czy Oskarowi przeszło?

- Boli cię gdzieś? – spytał patrząc na mnie od pasa w dół, czyli gdzie zostawił część siebie.

Oczywiście, że przeszło. Miał tak masakrycznie miękkie spojrzenie, że nic tylko się w nim zakochać. Ale coś w jego spojrzeniu mówiło, że to jeszcze nie koniec. Mimo tego, że patrzył się na mnie z czułością, to jednak był markotny.

- Nie – odpowiedziałem nie mogąc nic innego powiedzieć. Pytanie „co się dzieje?” jakoś nie chce przejść przez gardło.

Oskar widząc, że nie nasuwam spodni z oczywistych powodów, zdjął bluzkę i kucnął przede mną. Otworzyłem usta zszokowany widząc co robił.

Jego delikatny dotyk był jak porażenie prądem.

W skupieniu wycierał powoli każdy centymetr mojej skóry, który był spocony bądź brudny od naszego nasienia. A chochlik czy inny czort wesoło skakał w mojej podświadomości mówiąc, że zrobiłem coś nie tak, bo ten mężczyzna odkąd go znam, to nigdy nie był tak kruchy. I nie chodzi nawet o to, że prawie klęczał przede mną. Jego oczy się nie śmiały. A jak mówią – oczy są zwierciadłem duszy. Więc skoro przez nie nie widać nic innego niż smutek, to co dopiero dzieje się w jego sercu?

- Przepraszam.

Nie wiedziałem za co akurat przepraszałem, ale wiedziałem, że to ja doprowadziłem tego dumnego mężczyznę do takiego stanu.

- Nie masz za co przepraszać, gówniarzu – odparł Oskar unosząc się powoli i całując. To było takie inne od pocałunków, które były parę chwil temu.  

Chciałem się do niego przytulić, ale nie zdążyłem.

- Wracamy do domu? Jakoś nie chce mi się siedzieć z tymi ludźmi – spytał wskazując na domek pełnej roześmianej przyszłości narodu, która wlewała w siebie alkohol nie zważając na potworny kac, który powita ich jutro z szerokim uśmiechem.

- Pewnie – odpowiedziałem idąc za nim. Dalej coś było nie tak.

Zerknąłem na brudną koszulkę, którą dzierżyłem w ręku. Czyżby był zły na siebie, że postąpił ze mną dość brutalnie? No, może to nie było naprawdę brutalne, ale najbardziej ze wszystkich naszych zbliżeń. Więc poniosło go i po prostu czuje się teraz jak ostatni cham i prostak? Może powinienem mu powiedzieć, że mi się podobało? Może to poprawi mu humor?

- Było fajnie – powiedziałem patrząc na niego uważnie i czekając na reakcję.

- Cieszę się – odparł i robiąc coś, czego się nigdy po nim nie spodziewałem. A mianowicie wystawił do tyłu rękę z zapraszającym geście, abym ją złapał.

O matko. To byłby nasz pierwszy raz! Aż mnie coś skręciło w żołądku.

Oskar poruszył palcami pokazując, że czeka na moją dłoń. Zrobiło się mi strasznie gorąco. Trzymanie się za ręce kojarzyło mi się z parami. Czy my takową byliśmy?

- I gdzie was zawiało, gołąbeczki? – spytał Hektor pojawiając się znikąd niczym upiór, przyprawiając mnie o palpitacje serca.

- Zwiedzaliśmy okolice – odpowiedział Oskar, któremu nagła obecność mojego brata nie była zaskoczeniem.

- I czemu postanowiłeś uraczyć nas widokiem swojej gołej klatki? – Hektor dalej zadawał pytania. A to ciekawska szuja. Nie widzi co się działo z jego (niby) najlepszym kumplem?

- Abyś popadł w kompleksy. Co taki ciekawski? – warknąłem mając dosyć tego wszystkiego. Stanąłem naprzeciwko brata zasłaniając swoim ciałem przy okazji mężczyznę. – Wracamy do domu.

Hektor uniósł zaskoczony brwi patrząc to na mnie, to na przyjaciela stojącego za moimi plecami.

- Zgłupiałeś? I ty i Oskar macie w sobie tyle alkoholu, że gdyby policja was złapała, dostalibyście dożywocie.

- Na szczęście tu nie jeżdżą. Także albo siedź tutaj, katuj wątrobę i nie sądź, że ktokolwiek po ciebie jutro przyjedzie. Albo pożegnaj się ze swoimi śmiesznymi koleżkami i parkuj tyłek do samochodu.

Hektor zerknął na zegarek i westchnął.

- Ależ stanowczy się robisz na stare lata – cmoknął. – Sumienie mi nie pozwoli mi puścić was samopas, także zaczekajcie tu. Wyjaśnię też wszystko dziewczynom, bo też się o was martwiły.

- To my poczekamy w samochodzie – powiedziałem, łapiąc Oskara (nareszcie!) za rękę i ciągnąc za sobą.

Jego dłoń była ciepła, szorstka i trochę wilgotna. Ale pasowała do mojej. Dlatego dotykanie do było mega przyjemne. Tak po prostu. Bo do siebie pasowaliśmy. Cholera, chyba zaczynam się w nim zakochiwać.

- I co ja mam z tobą zrobić, hm? – Usłyszałem, a zaraz zostałem pociągnięty do tyłu i przyciśnięty do ramienia Oskara. Na moment zabrakło mi tchu.  To nie dlatego, że mocno mnie przycisnął, ale czuć jego ciepło, zapach… to definitywnie za dużo jak dla mnie. – To raczej ja powinienem tobą rozporządzać a nie odwrotnie. Moja męskie ego tego nie zniesie.

- Wystarczy, że poobcierałeś mnie między nogami. Twoja rola dominatora na dzisiaj się skończyła – prychnąłem dotykając nosem jego szyi mając nadzieję, ze ciemne chmury przegonił wiatr.

Oskar przyłożył policzek do mojej głowy i tak staliśmy przez moment w ciszy (no, nie licząc dzikich wrzasków z domu i okropnej muzyki) ciesząc się ze swojej obecności. No, ja się cieszyłem, że miałem tego upartego dziwoląga tylko dla siebie. Wydrapię oczy każdemu, kto przerwie naszą idyllę.

- No co tak stoicie, turkaweczki? Hop do samochodu!

Nawet jeżeli będzie to mój własny brat.

* * *

Powrót był dość… no cóż, nudny. Oprócz Hektora nikt nie powiedział słowa. Oskar jechał powoli skupiony na drodze (w końcu wiezie miłość swojego życia! Trzeba uważać!) a ja zastanawiałem się co go dzisiaj ugryzło.

Najpierw wpadł w szał na widok mnie i tej niezdarnej dziewczyny, a potem, jakby przekuto balon, cała złość z niego uleciała zastępując dziwnie melancholijnym zachowaniem. Ze skrajności w skrajność, psia mać. Ten facet ma coś nierówno pod kopułą. Ale nie przeszkadzało mi to. Sam nie jestem normalny (podziękowania należą się oczywiści Hektorowi), i nie mam co się spodziewać tego samego po Oskarze, któremu mój brat również odcisnął piętno na psychice.

Gdy byliśmy na miejscu, rodziców samochody stały na podjeździe a w środku domku panowała ciemność.

- No, dzieciaki, koniec wycieczki. Czas wysiadać – powiedział Oskar zatrzymując się i wyłączając światła. Ale nie silnik.

- Zdążę zadzwonić do mojego Gabrysia! – powiedział Hektor szczęśliwy (że też ma powód, aby się cieszyć, skoro go luby mieszka na drugim kontynencie) wyskakując z auta jakby co najmniej Buka z Muminków go goniła.

Zostaliśmy sami.

- A ty nie idziesz? – spytałem.

- Nie – odpowiedział kierowca odwracając się do mnie. – Obawiam się, że jeżeli będę dłużej przebywał z twoim bratem, to udzieli mi się jego zachowanie.

Czyli po prostu stanie się głupi.

- A ze mną nie chcesz przebywać? – spytałem łapiąc się na tym, że jak żałosny był teraz mój głos.

- Ciebie to bym z chęcią porwał do siebie i już nigdy nie wypuszczał – odpowiedział Oskar jakoś tak ciszej, przez co musiałem się do niego przysunąć. Nie, żeby mi to przeszkadzało.

- To mnie porwij – powiedziałem równie cicho jak on, dotykając ręką jego nagiej klatki piersiowej.

- A co z Hektorem? – Oskar przysunął się jeszcze trochę.

- To duży chłopiec, poradzi sobie – rzekłem dotykając ustami jego ust i czując miliony latających cholerstw w brzuchu. A niech wam będzie. Zakochałem się.

***
Zupełnie inaczej to wszystko miało wyjść. W tym rozdziale miałam wyjaśnić zachowanie Oskara, ale gdy napisałam ostatnie przemyślenia Louisa, coś mną trzasnęło i powiedziało „stop!”. Także wytłumaczenie jego czynów będzie w następnej części.
Na dniach pojawi się następny rozdział Konochy. Jest już prawie na wykończeniu, także w najbliższym czasie powinnam opublikować.

Chyba że wen, ten niewierny potwór, znów postanowi wziąć nogi za pas i mnie zostawić… 

11 komentarzy:

  1. Witam. Twoje opowiadanie pochłonęłam jednym tchem kilka dni temu. Bardzo się rozczarowałam kiedy zobaczyłam że przeczytałam już wszystko (14 rozdziałów). I chyba nie mam szczęścia bo sprawdzałam wczoraj rano czy jest coś nowego, a teraz zaglądam, jest rozdział weeeee...

    Co do samego opowiadania, jest jednym słowem świetne. Louis jest taki delikatny, jego reakcje słodkie, ale też czasem pokazuje pazurki. Dzięki czemu poziom słodyczy nie jest zbyt duży:P A Oskar hmmm.. jest idealny, oby więcej takiej dominacji w jego wykonaniu :)
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział:)
    Życzę ogromu weny
    Aleksis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie witam nową czytelniczkę! :D

      Bardzo się cieszę, że to opowiadanie się podoba : ) Ja patrzę na niego dość krytycznym wzrokiem i ciągle wydaje mi się, że mogłam napisać lepiej. No ale skoro piszesz, że jest ok, to nie będę się spierać ; )

      Usuń
  2. Oskar potrafi być agresywny. Mam wrażenie, że w ostatniej chwili się powstrzymał przed skrzywdzeniem Luisa. W sumie był zazdrosny, ale czy tylko o to chodzi? Pozostaje czekać na kolejny rozdział. :D
    Ten był Awwwwww. Luis zakochał się. :DD

    Nich wen będzie z tobą. Radosnych świąt. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz lepiej i dodaje się do komentarza Lu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Luis i Oskar są słodcy.. A to zakończenie boskie! Luis się zakochał, a i czuję, że i on nie jest obojętny Oskarowi.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, bardzo chcę poznać ciąg dalszy ^^

    Pozdrawiam i życzę dużo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze, na kolanach błagam o więcej xd Jak ja nie lubię tego nieznośnego uczucia niedosytu. Także do granic możliweości jestem ciekawa, co takiego stało się Oskarowi. Jednak szkoda, że nie było wyjaśnienia w tym rozdziale. Scena przy aucie oczywiście cudo. Gest wycierania ud koszulką też bardzo mi się spodobał. Nie pozostaje nic innego jak czekać na następną część ;)
    Dużo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    kyaa rozdział cudowny. Oskar trochę agresywny, ale udało mu się powstrzymać... uu taki zazdrosny o Luisa to było przepiękne. A ta końcówka wspaniała.
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam!
    Trafiłam na twojego bloga niedawno i jak na razie przeczytałam tylko to opowiadanie, ale, gdy tylko się w końcu wyśpię zabieram się za resztę.
    A co do opka:
    Świetny! Masz fajny pomysł. Opowiadanie jest pisane dość lekko, nie ma nagłych zwrotów akcji, zmiany naryracji, czy innych pierdół, które utrudniają czytanie, ale roztacza wokół siebie pewną mgiełkę tajemnicy.
    No..... Oskar potraktował Louisa trochę brutalnie, ale dzięki bogu, opamiętał się. Jednak martwię się o niewinność Louisa, jeżeli podczas tego "porwania" Oskarowi wróci poprzedni humor.
    Zaciekawiła mnie również postać tego chłopaka, który odwiózł Louisa do domu po imprezie. Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze.
    Życzę, by wena nie wzięła urlopu i mam nadzieję na szybkie pojawienie się kolejnego rozdzialiku.

    OdpowiedzUsuń
  8. No no ale ja już myślałam , że mocno ukocha go w pupkę, ale nic straconego! Ho ho! :D

    By Mariah

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejeczka,
    wspaniale, ciekawi mnie Oscar bo tak poczuł sie zazdrosny i chciał "na znaczyć", ale potem przyszło zrozumienie co zrobił i poczuł się z tym bardzo źle, że może nie powinien Luisa zmuszać do wszystkiego... ale końcówka to mnie porwij cudownie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń