-
Wiesz, bracie mój jedyny, że stojący tu drogi kum, a twoja nowa i jakże
intensywna miłość, wypatrzyła sobie ciebie dużo wcześniej?
Spojrzałem
zaskoczony na Hektora, który uśmiechał się szeroko. Potem mój wzrok spoczął na
Oskarze, który przestał pakować zakupy do bagażnika.
-
Co? – spytałem zdumiony znów patrząc na brata.
Oparł
się dumnie o maskę auta nie zważając na ostrzegawcze spojrzenie Oskara.
-
Ano tak. Można rzec, że jestem kupidynem, który połączył wasze zgorzkniałe
serca. Powinniście być mi wdzięczni.
-
Ale jak? – Patrzyłem to na jednego, to na drugiego mężczyznę. Nic nie
rozumiałem. To poznałem Oskara wcześniej?
Podskoczyłem
słysząc jak Oskar zamknął drzwi od bagażnika. Popchnął mało delikatnie wózek w
kierunku Hektora przez co kołami najechał na jego stopy.
-
Widziałem twoje zdjęcie, gdy byłem u was w domu – powiedział.
-
Kiedy?
-
Ponad rok temu.
Parsknąłem
śmiechem. Było to naprawdę urocze. I nie chodzi mi o te domniemane zakochanie
się we mnie, bo w to nie wierzę (w końcu z tego co pamiętam, to w domu owszem,
były moje zdjęcia. Ale miałem na nich z dwanaście czy trzynaście lat! A na
dodatek kwitły mi pierwsze pryszcze, które niczym chwasty w ogródku zaśmiecały
mą skórę. Do tej pory z dziadostwem walczę. Ale jest dobrze! Mężnie wygrywam!),
lecz o zmieszanie i złość Oskara. Dlaczego tak to przeżywał? Aż tak nie podoba
mu się strata maski zimnego i nieczułego drania?
-
Łał – spojrzałem na Oskara, który ze zmarszczonymi brwiami odprowadzał Hektora
wzrokiem. Brat mój właśnie odstawiał wózek śmiejąc się cicho pod nosem. Och,
wystarczyło, że Gabriel wrócił do swojego kraju, a ten już zaczął pokazywać
rogi. Diabeł wcielony. – Robisz z tego aferę bo…? – spytałem zaciekawiony.
Ponadto jego rozdrażnienie sprawiało mi radość, choć nie ja ten stan
spowodowałem.
-
Nie robię afery – odparł mężczyzna, opierając się jedną ręką o dach swojego
samochodu. Gdybym przekrzywił głowę w prawo mógłbym ją oprzeć na jego dłoni. –
Po prostu nie chcę, abyś widział we mnie chorego zboczeńca lubującego się w
dziewiczych prosiaczkach.
Czy
on mnie właśnie nazwał świnią?!
-
I tak w moich oczach jesteś perwersem – wzruszyłem ramionami. – Skutki twoich
działań czuję nawet do teraz.
Parsknąłem
widząc w jego oczach błysk. W ogóle cała jego postawa się zmieniła, a rysy
wyostrzyły. Czyżby wspominając to, co robiliśmy wczoraj wieczorem sprawiła, że
odezwała się w nim bestia? Jakże ja biedny.
Oskar
nachylił się nade mną grzejąc szyję ciepłym oddechem. Zadrżałem.
-
Mógłbym zjeść cię w całości.
Gdyby
nie to, że byliśmy w miejscu publicznym, inaczej ta rozmowa by wyglądała.
-
Nie podejrzewałem cię o kanibalizm – odparłem siląc się na spokój. Ten facet
sprawiał, że sam dotyk zwalał z nóg. A gdy jeszcze zacznie pieprzyć swoje
farmazony, to już w ogóle odlatuję.
-
Po prostu lubuję się w prawiczkach. Są tacy świeży i niewinni – mruknął, a jego
wzrok czułem na swoim ciele.
Nie
uważałem bycia prawiczkiem za jakiś wstyd czy problem. Po prostu nie trafiła mi
się osoba, posiadająca pochwę godną mego mieczyka. Jednakże w ustach Oskara
brzmiało to jak obelga.
I
zapewne nią była.
Prychnąłem
siadając do środka auta, podczas gdy Hektor usiadł przede mną, a Oskar na miejscu
kierowcy.
To
był właśnie moment, w którym mój rozsądek zaczął krzyczeć głośniej niż hormony.
Nie trudno zgadnąć, że ja w tej konfiguracji będę czynić honory bycia kobietą. Oskar
jest na tyle uparty, że bym nie namówił go do grzecznego podłożenia mi się i
czekania, aż się wygodnie ułożę i w niego wejdę. Ponadto dupek na tyle poznał
moje ciało, że wie, że dotykając dane miejsca, leżę i kwiczę jak zarzynana
zwierzyna. I cóż ja biedny mam począć? Z jednej strony nie chcę, aby mój
pierwszy raz był z penisem w tyłku. Ale z drugiej, to zabawienie się z
dziewczyną oznacza zdradę Oskara. Nie, żeby nas łączyła jakaś gorąca miłostka
rodem z romansideł. Ale coś jest. Mnie on zawsze intrygował. Od samego początku
zaszedł mi za skórę. Ale jest coś takiego, jak pieprzona chemia, i to między
nami bulgocze, paruje i robi inne straszne rzeczy sprawiając, że ciągnie mnie
do tego mężczyzny jak cholera. Dlatego nasuwa się pytanie – co robić?
Jest
też opcja, że do niczego między nami nie zajdzie. W końcu może on chce się
tylko zabawić, doznać na własnej skórze tego, co tak ciągle mój brat wychwala?
Cholera go wie.
-
Uuu, dziewczyny się postarały – gwizdnął Hektor.
Spojrzałem
tam gdzie on i jakoś nic nadzwyczajnego nie zobaczyłem. No, może oprócz masy
aut, które utrudniały przejazd.
Ach!
Nie powiedziałem jeszcze co się dzieje! Ano ma sarenka ma dziś urodziny i w
domku swojej lesbijskiej drugiej połówki organizuje popijawę. Nawet nie chcę
wiedzieć, co dostanie od naszej trójki jako prezent. Tym miał zająć się Hektor.
A znając jego spaczony gust i chore poczucie humoru, to można się spodziewać wszystkiego.
W
bagażniku obijały się o skrzynkę butelki piwa, które kupiliśmy w hipermarkecie.
Moczymordy, które zażarcie o czymś teraz dyskutowały, obawiały się, że może nie
starczyć dla wszystkich trunku bogów, więc na wszelki wypadek dokupili dwie
skrzynki. Nie mam pojęcia skąd biorą na to kasę. Coś czuję, że i z mojego
portfela ubyło trochę mamony, bo nie ciąży mi już tak w kieszeni. Pytanie tylko
– która łajza śmiała mi w nim grzebać?
Zaparkowaliśmy
tuż przed wejściem do domku. Gdyby kierowca się postarał i zatrzymał się metr
dalej, wjechalibyśmy do środka. Sądzę, że inni dlatego postawili auta dalej,
aby można było swobodnie zataczać się w tę i z powrotem. Jednakże Oskar, nasz
wzorowy kierowca, miał gdzieś to co sądzą inni, i zapewne uważa, że to właśnie
jemu zostawiono najlepsze miejsce.
Co
za idiota.
-
Wydaje mi się, że tu nie należy parkować – powiedziałem, gdy mężczyzna zaciągnął
ręczny.
-
Jakoś nie widzę znaku zakazu parkowania – odparł, otwierając drzwi i
wysiadając.
A
nie mówiłem? Debil. No po prostu debil.
Hektor
wziął jedną, a Oskar drugą klatkę, i nie kwapiąc się na poczekanie na mnie,
poszli sobie.
Oprócz
sarenki, dwóch dupków co mi właśnie zniknęli z oczu, i ich paru kumpli, których
poznałem wcześniej – nikogo tu nie znałem. A ludzi było naprawdę multum.
Kaszlnąłem,
gdy jakaś łajza dmuchnęła mi dymem papierosowym prosto w twarz. Już miałem
pomachać jej pięścią przed oczami i powiedzieć parę epitetów, ale gdzieś mi
zniknęła.
Rozejrzałem
się wokół szukając znajomej twarzy, choć było to cholernie trudno. Może i było
tu dużo ludzi, ale, aby przejść dalej, trzeba było wciskać się w tłum i nie
zdążysz się rozejrzeć, a już jesteś w drugim pomieszczeniu.
Ponadto
rzucało się jak cholera to, że byłem tu najmłodszy. I jako jedyny miałem na
sobie koszulę i długie spodnie. Reszta ubrała się jakby mienie na sobie
jakiekolwiek ubranie było przestępstwem.
W
pewnym momencie aż się zagapiłem na wystające sutki dziewczyny, która opierała
się o oparcie kanapy i mizdrzyła do goryla stojącego obok. Sterczały jakby
zaraz miały jej pęknąć niczym pryszcze. A fuuu.
-
Loui? – Poczułem dłoń na swoich plecach, a zaraz siłą rzeczy zostałem odwrócony
o sto osiemdziesiąt stopni i stanąłem twarzą w twarz z sarenką.
-
Hej! – uśmiechnąłem się szeroko. Już sam widok dziewczyny sprawiał, że nie
mogłem przestać się uśmiechać. – Wszystkiego najlepszego! – Przytuliłem się do
niej znów mogąc czuć jej słodkie perfumy.
-
Dzięki – dziewczyna odpowiedziała uściskiem. – Choć nie wiem czy się cieszyć –
zaśmiała się. – Wyobraź sobie, że znalazłam już pierwszy siwy włos!
Parsknąłem
przyglądając się z bliska dziewczynie, nie zauważając żadnych oznak starości.
Ech te baby.
Jak
dla mnie była idealna.
-
To musisz korzystać z niezłej farby, bo nic nie widać – odparłem przyglądając
się jej falowanym włosom, które lekko opadały na jej chudziutkie ramiona.
-
Ale to brew była siwa – skrzywiła się uroczo, przez co aż chciałem ją jeszcze
raz przytulić. Mimo tego, że wolała babki, to i tak miałem do niej słabość. –
Normalnie myślałam, że padnę jak ją zobaczyłam.
-
No cóż, niektórzy szybciej się starzeją. Jeszcze trochę, a powiększy ci się ta
zmarszczka – dotknąłem paluchem jej czoła rozbawiony. Zawsze powalały mnie
panikujące dzierlatki. Jedna zmarszczka w tą czy drugą stronę… Co za różnica?
-
Wypluj te słowa! – krzyknęła dziewczyna, łapiąc się za czoło i je masując. –
Jeszcze przestanę się podobać Nicole i co wtedy będzie? Rzuci mnie!
-
Zawsze możesz znaleźć ukojenie w moich ramionach – powiedziałem śmiertelnie
poważnie, na co dziewczyna zareagowała panicznym atakiem śmiechu. To prawie jak
kopniak w przyrodzenie. Aż tak jestem fatalny, że mam branie u byczków, a nie u
gąsek?
-
Zapamiętam na przyszłość – posłała mi kuksańca. Złapała za rękę (moją własną
spoconą!) i pociągnęła za sobą. Po chwili znaleźliśmy się w kuchni, gdzie ludzi
było nie mniej niż w reszcie pomieszczeń. Wszędzie unosił się dym papierosowy,
który cholernie drażnił. – Masz i mnie już nie dołuj – powiedziała Alice biorąc
butelkę i otwierając ją. Wzięła łyka i podała mi. – Zdrowie solenizantki!
-
Zdrowie! – Również krzyknąłem podnosząc butelkę i pijąc. Humor od razu mi się
poprawił.
*
* *
Oskara
i Hektora nie widziałem od naszego przyjazdu, czyli od ponad godziny. I wiecie
co? Jakoś nie tęskniłem. Bawiłem się wraz z sarenką i jej równie uroczymi i
głupiutkimi koleżankami. Opowiadały strasznie niestworzone rzeczy; czasem zabawne
(bo tak głupie), a niekiedy interesujące (jeżeli nie mówiły o innych facetach
czy babskich pierdołach).
Z
ciężkim sercem muszę stwierdzić, że Nicole, łania sarenki, to naprawdę fajna
babka. Może nie jest tak urocza jak Alice, ale humoru i mocnej głowy natura jej
nie pogardziła.
-
A kto zaprosił tą raszplę? – spytała, patrząc wilkiem na dziewczynę w objęciach
jakiegoś chłopaka.
-
Przyszła z Kevinem – odpowiedziała sarenka, jakby to wszystko tłumaczyło. Zaczęła
mieć już mętny wzrok.
-
To chyba nasz drogi Kevin zapomniał jak się sprawy mają i kogo należy brać ze
sobą, a kogo nie. Jakby mało suk się wokół niego kręciło. Musiał zabrać ze sobą
najgorszą – prychnęła.
-
Oj Nicole, nie rób burd. Nie dziś – poprosiła Alice, łapiąc dziewczynę za rękę
i ciągnąc do siebie.
Kobieta
opornie dawała się tulić, ale i tak splajtowała. W końcu kto by sarence nie
uległ?
Ku
uciesze facetów, zaczęły się całować. Co za prostaki. Może i rzadko widzi się
lesbijki, które są nawet ładne (a jedna to już szczególnie), ale trochę ogłady!
-
Gorzko! Gorzko! Gorzko! – krzyczał kretyn machając przy tym ręką.
Nicole,
jak na babę z jajami przystało, pokazała facetowi środkowy palec nie przestając
się całować z dziewczyną.
Widząc,
że kończy mi się piwo, zsunąłem się ze stołu, na którym wraz z sarenką
siedziałem, i skierowałem się do kuchni, gdzie miałem zamiar znaleźć w lodówce
małe co nieco, ale – jak zwykle. Losie, jaki ty jesteś, kurde, do dupy – musiało
coś się wydarzyć.
-
Och jej!
Skrzywiłem
się czując jak koszula lepi mi się do skóry. Już miałem wypluć jad, który od
paru dni mi się zebrał (w końcu trzeba być wciąż czujnym, gdy przebywa się z
Hektorem i Oskarem), gdy zobaczyłem kto śmiał mnie oblać.
Pamiętacie
jak mówiłem o dziewczynie ze strasznie sterczącymi sutkami? Proszę bardzo,
właśnie stała przede mną.
-
Naprawdę nie chciałam. Sorry – powiedziała patrząc na moją mokrą klatkę, a ja
na dwa sterczące punkty. Naprawdę, samo się rzucało w oczy. Nawet jakbym nie
chciał, to mój wzrok i tak by utkwił w tych dwóch strategicznych punktach.
-
Nie no, nic się nie stało – odpowiedziałem łapiąc się za koszulę i odrywając
mokry materiał od ciała.
-
Trzeba szybko to przeprać. Ja wiem co mówię. Plamy po piwie są strasznie
upierdliwe – powiedziała dziewczyna ciągnąc mnie za sobą. W pewnym momencie
zatrzymała się raptownie, przez co wylądowałem twarzą w jej podtapirowanych
blond włosach. – Wiesz może gdzie jest łazienka? Jestem tu pierwszy raz i nie
obczaiłam jeszcze terenu.
Z
tego co wiem, to wszystkie domki miały takie same rozmieszczenie pomieszczeń. Dlatego
trafienie do niestety zajętej łazienki było dość proste.
-
Cholera – powiedziała dziewczyna, gdy po naciśnięciu klamki drzwi się nie
otworzyły.
-
Zajęte! – Usłyszeliśmy męski głos, a zaraz kobiecy chichot. Acha.
Oparłem
się o ścianę żałując, że jednak nie dotarłem do kuchni i nie wziąłem piwa. Blondynka
za to stanęła naprzeciwko mnie i zaczęła przyglądać się plamie. Była niższa ode
mnie, przez co miałem dobry wzgląd na jej dekolt w za dużej bluzce. Nie miała
stanika. A sutki nie chciały opaść. Ciekawe jakie są w dotyku?
Była
brzydsza od Alice. I to bardzo. Ale widocznie chciała odwrócić uwagę od swojej
dość pospolitej urody, dekoltem. I wiecie co? Cholernie dobrze jej to szło.
-
Oby dziewczyny miały proszek – powiedziała, zaczynając rozpinać mi guziki koszuli,
na co zareagowałem jedynie podniesieniem brwi. Cóż, rzadko kiedy dziewczyny
zabierają się do rzeczy.
-
Ale naprawdę nie rób sobie problemu – odparłem, choć nie chciałem aby sobie
poszła. Po pierwsze – nudziłem się. A po drugie, to ostatnio przebywałem non
stop z facetami. Aż chciało się poprzebywać choć trochę z samiczkami.
Dziewczyna
sapnęła nie przestając mnie rozpinać. Była trochę wstawiona.
-
Narozrabiałam, to teraz muszę posprzątać – powiedziała, gdy ostatni guzik
został rozpięty.
Nikt
nie zwracał na nas uwagi. Widocznie goła klatka to nic nowego.
-
Szybciej! – krzyknęła uderzając pięścią o drzwi.
Drzwi
nareszcie stanęły otworem a wyszedł z nich nikt inny a durny kolega Hektora i
jakaś rozchichotana panienka. Nie pamiętałem jak się nazywał, ale miał durne
przezwisko. Chyba Żaba.
-
Uuu, widzę, że nie czekaliście – zaśmiał się rubasznie, na co jedynie
przewróciłem oczami i wszedłem do środka, a dziewczyna zamknęła za nami drzwi.
-
No i gdzie niby one mają ten proszek – westchnęła, rozglądając się wokół.
Usiadłem
na klozecie zdejmując powoli koszulę, podczas gdy laska miotała się po łazience
jakby ją jakiś diabeł opętał.
-
Mam! – krzyknęła dumna z siebie wyciągając z szafki biały kartonik. – Daj wdzianko
– wyciągnęła rękę po koszulę i jakimś cudem mogłem zobaczyć przez rękaw kawałek
jej piersi. O łał.
Dziewczyna
rozłożyła koszulę tak, że miejsce z plamą znajdowało się pod kranem, skąd
leciała woda.
Już
miałem zagadać, gdy drzwi stanęły otworem.
Nie
ich się spodziewałem.
-
Doszły mnie słuchy, że mój braciszek dobrze sobie poczyna. I jak widzę, plotki
te były prawdą – powiedział Hektor stając w progu.
Przy
jego prawicy swe miejsce znalazł nikt inny a Oskar trzymający w dłoni piwo i patrząc
na mnie ciężkim wzrokiem. Czułem się obnażony, choć nic złego nie zrobiłem!
-
Już ci donieśli? – prychnąłem starając się nie patrzeć na Oskara. I nie było to
trudne, gdyż dziewczyna tak szorowała materiał, że chcąc nie chcąc jej biust
majtał się w tę i we w tę. Wyglądało to nawet fajnie.
-
Poczta pantoflowa nigdy nie śpi – odparł Hektor podchodząc bliżej i zaglądając
przez ramię dziewczyny. – A cóż tu się stało?
-
Nastąpiło małe zderzenie – opowiedziała blondynka nie przestając dzielnie
pracować. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-
Marnotrawstwo napoju bogów – rzekł mój brat patrząc się na mnie na moment,
potem znów na dziewczynę i uśmiechnął się szeroko. – No, no.
Cholera,
zostałem przyłapany.
Spojrzałem
speszony na Oskara, który dalej opierał się o framugę z nieprzestępnym wyrazem
twarzy. Czułem dreszcze, choć było cholernie ciepło, a ja miałem na sobie tylko
spodnie.
-
Chyba już – powiedziała dziewczyna, płucząc na koniec koszulę, a zaraz
wyciskając.
-
Nic nie widać – powiedziałem, gdy rozłożyła ją sprawdzając czy wszystko się
sprało. Jak dla mnie, to zrobiła bez powodu zamieszanie. No, miło z jej strony,
że się tym zajęła. W końcu sama mnie wybrudziła. Ale żeby zaraz bawić się w
pranie?
-
Sorry jeszcze raz – powiedziała podając mi koszulę i wychodząc.
Trzymałem
w dłoniach mokry materiał nie wiedząc co zrobić czy powiedzieć. Naprawdę nic
między nami nie zaszło. Oskar nie musi patrzeć się na mnie z takim wyrzutem.
Założyłem
koszulę czując nieprzyjemną mokrość, która – mam nadzieję – zaraz wyparuje.
-
To ja może zobaczę co u solenizantki – powiedział Hektor. – Nie pozabijajcie mi
się tu tylko! – dodał wychodząc.
Wstałem
z sedesu chcąc również wyjść, jednakże sylwetka Oskara mi to uniemożliwiła.
-
Dasz mi przejść? – spytałem podnosząc buńczucznie głowę. Niech mi tylko
podskoczy. Nic nie zrobiłem!
-
Chodź – powiedział dając mi znak, abym szedł za nim. Czy dzisiaj jeszcze ktoś
kurde będzie mi chciał robić za przewodnika? Kogo nie spotkam, to karze mi za
sobą iść!
Wyszliśmy
na zewnątrz. Oskar nie przestawał pić piwa, a ja nie odezwałem się słowem.
W
pewnym momencie, gdy byliśmy daleko od śmiechów i rozmów, pchnął mnie na
najbliższy stojący samochód (o dziwo nie włączył się alarm, bo uderzenie było
silne) i przyległ całując.
Co
go, do cholery, opętało?!
Połknęłabym to opowiadanie już wczoraj w całości ale umówiłam się na wieczór i musiałam niestety wyjść xd Przyznam się, że nie czytałam go na poprzednim blogu, ale w sumie się cieszę. Mogę na spokojnie sobie czytać bez tego małego świdrującego głosiku z tyłu głowy "A to było inaczej" xd Moim ulubionym bohaterem został oczywiście nie kto inny jak Oskar. Kocham drania, kupuję go w całości. Jest taki zdecydowany, wie czego chce i ma cechę, którą kocham najbardziej, jest władczy. To co jego ma już jego zostać ;p Rozpływałam się nad wszystkimi scenami między Oskarem a Louim. Pozostałych bohaterów też lubię, jednak ta dwójka to moi ulubieńcy.
OdpowiedzUsuńMatko, jak ja się strasznie stęskniłam za twoim stylem pisania. Jest taki lekki, świeży i przyjemne. Moje serce na nowo podbite! <3 :D
Mój brat mnie nienawidzi... Jak czytam Twoje opowiadanie i na scenę wchodzi Oskar to nie umiem wyobrazić go sobie inaczej jak mojego brata Oskara. Kiedyś zarobie mocnego guza. Szczególne narażam się w momentach gdy cytuję mu dość pikantne momenty.
OdpowiedzUsuńSama sobie jestem winna :) Ale zawsze jeszcze mogę zwalić na Ciebie XD
By Mariah
Co go opętało? Lui, on ci właśnie pokaże, że jest lepszy niż te wszystkie panienki razem wzięte. :D Oskar do dzieła, chłopie. Jesteś samcem i pokaż Luisowi co to znaczy. Kocham ich obu. Ha, i Luis dowiedział się, że Oskar już go sobie wcześniej upatrzył. :DD
OdpowiedzUsuńNie wiem co jeszcze dodać, poza tym, że za każdym razem jak widze rozdział to buźka mi się cieszy. :D
Weny.
Witaj,
OdpowiedzUsuńbardzo dobry rozdział, okazało się że Oskar już znacznie wcześniej zwrócił uwagę na Luisa, no, no poczta pantoflowa bardzo szybko działa, a wcześniej nie było ani słychu, ani widu Hectora i Oskara. Mmm... Oskar taki władczy, co jego to jego ma pozostać...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Twój blog został nominowany przeze mnie do nagrody "Versatile Blogger Award ".
OdpowiedzUsuńUght. I kolejny blog na którym mam zaległości w komentowaniu >.< Rozdział przeczytałam daaawno temu. Tego samego dnia, kiedy się ukazał. Oscar jest świetny, niech wie, że Luisa nie można zostawiać samego! Haha. Lui to ma pecha xP
OdpowiedzUsuńPrzepraszam ale nie mam siły na dłuższą wypowiedź, wiedz, że ten rozdział jak i opowiadanie baaardzo mi się podobało ^^
Nominowałam Cię do The Versatile Blogger http://gdy-nadejdzie-on.blogspot.com/2013/03/nominacja-do-versatile-blogger.html
^^ dodaje się do komentarza Luany ^^ Tak kochany Lu, pokaże ci, że tylko z nim będziesz miał dobrze. ;)
OdpowiedzUsuńWENY ^^
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, Oscar to już wcześniej interesował się Luisem ha czyżby był zazdrosny...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia